poniedziałek, 9 grudnia 2013











Alissa II – c.d.
Ceci zmarła w drugiej połowie sierpnia 2010 i od tej pory moje zwierzaki zostawały same przez 11 godzin, kiedy wychodziłam do pracy. Piesio wygrzewał się na słoneczku lub zwijał w budzie i spał, Agis – jak to kot – chodził własnymi drogami, a biedna Alissa szalała z nudy. Zaczęła mi przekopywać ogród, rozkopywała grób Alissy I i kilka razy dostała w skórę, bo dokopała się już do koca, w którym stara psica była pochowana. Wiedziała, że źle robi, ale po prostu energia ja rozsadzała. To jej ADHD….

We wrześniu miałam 2 tygodnie urlopu i przyszedł zaprzyjaźniony Ukrainiec Wołodia, żeby mi połączyć małe szambo z kanalizacją. Alissa z miejsca się w nim zakochała. On zresztą też ją polubił. Niektóre psy nie lubią ludzi pachnących alkoholem; Wołodia nieraz pachniał piwem, a suni to nie przeszkadzało. Mogłaby go zalizać na śmierć.
Po początkowym strachu przed mężczyznami Alissa okazała się straszną chłopaciarą. Jakikolwiek mężczyzna do mnie przychodził, zawsze go na początku obszczekiwała wraz z Piesiem, a potem, gdy już usiadł, zaczynało się podlizywanie: wchodziła przednimi łapami na kolana i chciała lizać (nie każdy to lubił), podstawiała łepek do głaskania, a już skarcona – najchętniej wchodziła pod ławę i wtedy trzeba było łapać filiżanki, kiedy wstawała z meblem na grzbiecie. Moi najbliżsi sąsiedzi, którzy mi pomagają w różnych domowych i ogrodowych pracach byli zawsze obiektem najżywszego uwielbienia Alissy. Pamiętam, że kiedyś pan Mieczysław coś dłubał przy kontakcie, a sunia się rozwaliła na podłodze i wpatrywała w niego cielęcym wzrokiem. Nieraz mawiałam, że ja się nimi opiekuję, karmię, leczę, chodzę na spacery, ale gdy przyjdzie jakiś chłop, to mnie zupełnie nie zauważają.

W październiku 2010 do mieszkania Ceci sprowadził się Wołodia z żoną. Chciałam, żeby to mieszkanie było wynajęte, bo dom musi zarobić na siebie, a ogrzanie tej powierzchni to był zawsze majątek.  Ja mieszkałam na piętrze, a kuchnię na parterze dzieliliśmy między siebie.

Alissa nadal urzędowała na zewnątrz, ale chciała być w środku, gdzie byli ludzie i nabrała zwyczaju wchodzenia na ławkę pod oknem kuchennym i zaglądania przez okno. Wołodia mówił: ‘Pani Jolanta. Alissa chce do chaty’ i w końcu wpuściłam ją do domu. Jaka zadowolona była, kiedy wieczorem rozłożyła się w fotelu. To ukontentowane westchnienie…

Zaraz rozpoczęła się walka z Agisem o fotel, który poprzednio on zajmował. Alissa po jakimś czasie schodziła z fotela i kładła się na podłodze, gdzie jej było chłodniej i wtedy kot, czym prędzej zajmował wygrzane miejsce.
Na początku Wołodia wychodził rano z Ludą do pracy i wracali wieczorem. Piesio przebywał już cały dzień w domu, bo dla niego było już za zimno na zewnątrz i Alissa spędzała czas sama, różnie go sobie organizując.
W listopadzie, jak zawsze, zbudowałam na werandzie jurtę dla psicy, tzn. otoczyłam dwoma warstwami grubego chodnika nogi okrągłego stołu, między te warstwy dałam cienkie kołderki, a do środka jurty mój gruby wełniany materac kupiony na pokazie pościeli wełnianej, złożony na 3 części. Sunia miała tam ciepło; może nie miała dodatniej temperatury w duże mrozy, ale nie wiało jej i mogła tam sobie nachuchać. Kiedy wracałam z pracy i ona wyłaniała się z jurty i przeciągała po drzemce, była całkiem cieplutka. Lubiła swoją jurtę i każdego roku, jak tylko zaczynałam ją klecić, zawsze się tuż obok kręciła i wchodziła do środka, jak tylko skończyłam, a czasem … nawet wcześniej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz