Alissa II
Po śmierci mojej Alissy I
w lutym 2010 chciałam mieć dużego psa. Ceci – moja Ciocia, z która
zamieszkiwałam, bywała coraz częściej w szpitalu, a na zarośniętej krzakami i
drzewami działce, tylko w asyście mojego szczekliwego Piesia, nie czułam się za
pewnie. Poszukiwałam owczarka niemieckiego lub jakiegoś innego wilczurowatego
psa, na podobieństwo Alissy. Nie musiał
być rasowy, nie miałam aż takich wymagań; Alissa była mieszańcem, bardzo ładnym
i mądrym. Generalnie uważam, że owczarki niemieckie, czy inne wilczurowate są
mądre z urodzenia. Na początku szukałam po hodowlach, ale z czasem zaczęłam
przeglądać ofertę schronisk, gdyż stwierdziłam, że szczeniaka, siusiającego
gdzie popadnie i gryzącego, co podleci nie mam ochoty wychowywać. Któregoś razu
nawiązałam kontakt mailowy z jakąś panią, będącą woluntariuszką przy schronisku
i po wyjaśnieniach okazało się, że to moja sąsiadka z pól, prowadząca dom
przejściowy dla psiaków ze schronisk.
Jakoś tak z końcem
kwietnia pani Beata zapytała mnie mailem, czy wzięłabym bezpańską sukę owczarka
niemieckiego, która aktualnie ganiała po lesie w Markach, tropiona przez
leśniczego. Wyraziłam zainteresowanie i kilka dni później, kiedy pan leśniczy
już złapał tę psicę, otrzymałam mailem jej zdjęcia. Strasznie smukła była i z
ogona widać, że nie rasowa, ale powiedziałam, że mi to nie przeszkadza i
dostałam telefon do pana leśniczego, aby się z nim umówić na odbiór zwierzaka.
Umówiliśmy się na sobotę 8 maja 2010; pan mi wyjaśnił jak do niego trafić,
prosząc, abym była, przed 15: 00, bo musiał wyjechać. Nabłądziłam się, co
niemiara; po raz pierwszy zapaliłam papierosa w moim nowym samochodzie ze
strachu, że nie trafię na czas; telefon mi się rozładowywał i już widziałam się
zagubioną w lasach markowskich. W pewnym momencie zaparkowałam na poboczu
jakiejś jezdni, przy której urzędowały tirówki i obawiałam się, że dostanę w
łepetynę za psucie im interesu. W końcu po wielu trudach i chyba dwugodzinnej
włóczędze od momentu wyjazdu z domu dotarłam do pana leśniczego. Sunia biegała
w ogrodzeniu razem z miejscowymi ogarami. Była strasznie wysoka, co jeszcze
potęgowała jej niezwykła chudość. Była już tydzień w tym miejscu, normalnie
karmiona, a żebra i biodra jej nadal sterczały spod zmierzwionego futra. Była
krótkowłosa, nie tak kosmata jak moja Alissa I. Pan leśniczy wszedł ze mną do
zagrody dla psów i sunia podbiegła do mnie i wspięła się na tylne łapy, kładąc
mi przednie na ramionach. ‘Alissa’ – powiedziałam i dałam jej pół pęta kiełbasy
podwawelskiej, którą specjalnie w tym celu zabrałam. Wędlina momentalnie zniknęła
w pysku i sunia przybiegła po więcej. Dostała drugą część i razem zaczęliśmy
się kierować do mojej limuzyny. Miała jakąś czerwoną obrożę na szyi, zapięłam
smycz i otworzyłam drzwi samochodu. Bałam się, że może nie będzie chciała
wejść, tak jak Alissa I, ale nie, weszła chętnie. Spytałam się jeszcze pana
leśniczego, w jakim wieku może być sunia i on autorytatywnie stwierdził, że ok.
1 roku. Jakoś ją przymocowałam smyczą do tylnych zagłówków, żeby mi nie
przeszkadzała w kierowaniu i wysłuchawszy instrukcji pana leśniczego jak mam
dojechać do Warszawy, ruszyłam w drogę.
Sunia trochę się kręciła
na tylnej kanapie, wyglądała ciekawie przez okna, ale nie szczekała.
Dojechałyśmy do domu bez niespodzianek.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz